Piotr Szczęsny odpowiada na „list otwarty” Grzegorza Hajdarowicza

25.02.2018

W dniu 2 lutego 2018 Grzegorz Hajdarowicz opublikował na stronie internetowej KCI S.A. list otwarty do akcjonariuszy.

http://www.kci.pl/images/kci_list_otwarty.pdf

W tym liście wymienił nazwisko współredaktora naszej strony: Piotra Szczęsnego. Poniżej publikujemy jego „list otwarty” jako odpowiedź na pismo Grzegorza Hajdarowicza.

 

Niestety Grzegorz Hajdarowicz znowu nie mógł się powstrzymać od inwektyw pod moim adresem. Za sformułowanie „zawodowy oszust” będzie musiał przeprosić w „Rzeczpospolitej” – świadczy to o jego poziomie kultury osobistej. Ani jednym słowem nie odniósł się do treści pytań w sprawie Przekroju. Dominującym wątkiem listu są za to w kółko powtarzane brednie o rzekomym „szantażu”. Odpowiadam, że nie ma i nigdy nie było żadnego „szantażu”. Mam (podobnie jak wszyscy akcjonariusze mniejszościowi byłego Eurofaktora) roszczenia odszkodowawcze, o czym zresztą Hajdarowicz doskonale wie, bowiem to samo usłyszeli jego ludzie, którzy w przeszłości intensywnie wydzwaniali do mnie i do moich prawników z zapytaniem o możliwość ugodowego rozwiązania sporu. I zawsze słyszeli to samo – zrzeczenie się roszczeń z mojej strony jest możliwe wyłącznie za odszkodowaniem. Brak woli do zawarcia takiej ugody z jego strony nigdy nie był dla mnie problemem – moich roszczeń dochodzę w sądzie. Dalsza polemika z nim w sprawie rzekomego „szantażu” nie ma najmniejszego sensu.

Grzegorz Hajdarowicz porusza natomiast kilka kwestii, do których chciałbym się odnieść.

1. Czy Grzegorz Hajdarowicz „uratował” Eurofaktora ?

Hajdarowicz twierdzi, że to on rzekomo uratował Eurofaktor przed upadłością. Ten mit kreuje również w sądach. Prawda jest następująca: w 2007 roku, na skutek błędnych decyzji ówczesnego zarządu spółka Eurofaktor S.A. utraciła płynność. Grzegorz Hajdarowicz udzielił jej pożyczki w wysokości 10 mln złotych, co pomogło spółce spłacić jej najbardziej agresywnych wierzycieli. Oto materiał źródłowy:

https://www.money.pl/gielda/komunikaty/komunikat/GREMINWES,GIW,komunikaty;gieldowe,eurofaktor;sa;odwolanie;prognoz;wynikow;na;rok;2007;i;na;lata;nastepne,106661.html

Z tego faktu zapewne ma wynikać, że akcjonariusze Eurofaktora są mu winni wdzięczność jako „wybawcy” i że to rozgrzesza go z tego, co zrobił z tą spółką przez następne lata. Odpowiem dlaczego nie poczuwam się do wdzięczności za rzekome uratowanie spółki.

Po pierwsze: Grzegorz Hajdarowicz nie udzielał Eurofaktorowi pożyczki za darmo. Pożyczka była dobrze oprocentowana i dobrze zabezpieczona. Grzegorz Hajdarowicz nie uczynił nikomu łaski, ale działał w dobrze pojętym własnym interesie. Pożyczył, ponieważ chciał zarobić – na odsetkach i na wzroście wartości akcji Eurofaktora, po tym jak spółka odzyskała płynność. Zarobił i na jednym i na drugim. To był czysty biznes a nie działalność charytatywna.

Po drugie: Twierdzenie że bez pożyczki od Hajdarowicza Eurofaktor by nie istniał jest grubą przesadą. Utrata płynności nie musi automatycznie prowadzić do upadłości. Do faktycznej upadłości Eurofaktora droga była wciąż daleka. Nadto upadłość może mieć różne formy (np. upadłość układowa) i niekoniecznie musi się wiązać z likwidacją spółki, mało prawdopodobny był taki skrajny wariant. Nawet w momencie największych problemów Eurofaktora z płynnością jego majątek znacznie przekraczał jego długi.

Po trzecie i najważniejsze: Dzisiaj z perspektywy czasu wiem na pewno, że upadłość likwidacyjna Eurofaktora – gdyby do niej rzeczywiście doszło – byłaby dla jego akcjonariuszy najlepszym rozwiązaniem. Nie uratowano by wprawdzie spółki, ale uratowano by dla akcjonariuszy większość jej majątku. Gdyby syndyk przejął rządy w Eurofaktorze, nigdy nie doszłoby do interesów jakie zrobił Hajdarowicz z „Przekrojem”, czy np. dzierżawy znaczka „Gremi”. Syndyk w ciągu kilku lat ściągnąłby sporne wierzytelności, w tym z pewnością prawie 10 mln (z odsetkami) należnych od Bonum z tytułu poręczenia za długi upadłego Stabilo Group, czego Hajdarowicz nigdy nie zrobił. Z mojego doświadczenia wynika, że proces upadłościowy tej wielkości spółki akcyjnej trwa około 5 lat, przy koszcie kilku milionów złotych, zatem najdalej w 2012 roku pieniądze przypadłyby akcjonariuszom. Oznaczałoby to, że po spłaceniu wierzycieli zostałoby do podziału pomiędzy akcjonariuszy ostrożnie licząc 50 milionów złotych, czyli około 10 złotych na akcję. Twierdzenie Hajdarowicza, iż „w efekcie ogłoszenia upadłości wartość spółki dla akcjonariuszy spadłaby do zera” jest zwyczajnie nieprawdziwe.

Niemożliwe? Kto mi nie wierzy, niechaj sobie przeliczy hipotetyczne wartości księgowe przy założeniach, że nie doszło do wielomilionowych strat, które Eurofaktor poniósł później i że wspomniane poręczenie zostaje wyegzekwowane. Zalecam także sprawdzenie historycznego kursu Eurofaktora w latach 2008-2009. Na dnie swoich notowań, w momencie największych problemów spółki, oscylował on między 3,5 – 4 złote. Kolejne 10 lat rządów Hajdarowicza w Eurofaktorze przyniosło finalny kurs 1,93 zł przyjęty do parytetu połączenia z KCI. Dało to kapitalizację zaledwie 9,5 mln zł (!). Rzekomy bankrut którego „uratował” Hajdarowicz był i tak wart 2 razy więcej niż spółka, którą po sobie zostawił na koniec jej istnienia.

2. Czy akcjonariusze tracą na ujawnianiu prawdy ?

Pojawia się ze strony Grzegorza Hajdarowicza zarzut, że nagłaśnianie konfliktu „zraża zarówno potencjalnych nowych inwestorów, jak i wpływa na wartość akcji KCI S.A.”. Także skądinąd spotkałem się z zarzutem, że niepotrzebnie upubliczniamy nadużycia, bowiem odstrasza to potencjalnych kupujących, którzy mogliby podnieść cenę akcji.

Odpowiadam na to w ten sposób: rozumiem tą argumentację ale ją odrzucam.

Niech każdy się zastanowi do czego taki pogląd w praktyce się sprowadza. Mamy zatem okłamywać sami siebie, względnie okłamywać potencjalnych kupujących, że wszystko jest „super”, licząc na to, że dzięki dobremu „pijarowi” kurs akcji wzrośnie, abyśmy mogli te akcje innym naiwnym sprzedać, niech oni później na tych akcjach stracą. Mamy zatem udawać, że zakup Wydawnictwa Przekrój był dobrym interesem, że Gremi Media (dawna Presspublica) jest „warte” 250 milionów, mamy nie protestować wobec prób rozwodnienia kapitału czy pozbawieniu jakiegokolwiek udziału w zysku

Taka postawa jest również nieskończenie naiwna. Zapewne, gdyby tu pisać o KCI czy ludziach tą spółką zarządzających tylko to co najlepsze, kurs akcji mógłby być krótkoterminowo o kilka groszy wyższy. Ale tylko do czasu. Prędzej czy później rynek kapitałowy dojrzy fałsz i wszystko zdyskontuje. Czy rynek „uwierzył”, że Gremi Media jest „warte” 250 mln złotych? Oczywiście że nie – wystarczy porównać kapitalizację KCI z jej spółką córką.

Niech każdy z akcjonariuszy KCI pozbędzie się jakichkolwiek złudzeń. Jedyna droga do odzyskania realnej wartości akcji KCI wiedzie przez konsekwentne działania prawne celem odzyskania utraconego majątku.

3. Sprawa „Przekroju”

Najbardziej rozbawiło mnie twierdzenie Hajdarowicza, że „wszystkie transakcje dot. Przekroju (…) odbywały się na zasadach rynkowych”. Co niby ma o tym świadczyć? Fakt, sprzedaży bankruta do podmiotu powiązanego za 3 miliony nie świadczy jeszcze o rynkowości tej ceny. Również nie świadczy o tym „wycena”, którą się posłużono.
Sprawę „Przekroju” Hajdarowicz zbagatelizował wyrażeniem „historyczna kwestia”. W żadnym wypadku! To kwestia jak najbardziej aktualna. Bez wyjaśnienia tej sprawy do końca nie uda się w spółce naprawić niczego innego. Jeżeli w sprawie „Przekroju” wszystko było rozegrane uczciwie – dlaczego Grzegorz Hajdarowicz boi się wprowadzenia niezależnego biegłego rewidenta ds. szczególnych? Dlaczego nie chce publicznie odpowiedzieć na żadne z 13 pytań?

Wszystkim zainteresowanym wyjaśniam, że ukończyłem Akademię Ekonomiczną w Krakowie i Uniwersytet Jagielloński a także studia podyplomowe na UEK w Krakowie. Mam 20-letnie doświadczenie w finansach i jako inwestor giełdowy. Wiedzę i doświadczenie mam w zupełności wystarczające do tego, aby właściwie ocenić to co dzieje się w spółkach kontrolowanych przez Hajdarowicza. Do recenzowania jego poczynań uprawnia mnie fakt bycia akcjonariuszem – jak każdy akcjonariusz mam do tego prawo. A wiedzę o funkcjonowaniu tzw. „Grupy Gremi” w szerszym kontekście zdobyłem nie tylko jako akcjonariusz KCI czy Eurofaktora. Są wśród nas akcjonariusze dawnego Jupitera i byli pracownicy zakładów WSK Kraków a obecnie akcjonariusze Gremi Inwestycje (dawnego KCI PTK). Znam pisma które ci ostatni ślą do władz z prośbami o ratunek ich majątku. Prowadzę lub prowadziłem kilka procesów sądowych przeciwko KCI a wcześniej przeciwko Eurofaktorowi. Widziałem i słyszałem naprawdę sporo. Mam wystarczającą wiedzę „o całokształcie” tzw. „Grupy Gremi”.

Piotr Szczęsny

Forum akcjonariuszy spółki KCI